The Amazing Spider-Man (2012)

The Amazing Spider-Man (2012)Decyzja o restarcie filmowej serii przedstawiającej losy Petera Parkera/Spider-Mana wywołała wiele dyskusji. Były głosy zadowolonych i oburzonych, oberwało się Sony także za tak szybkie rebootowanie serii. Ale pamiętamy też przypadek Batmana, który pokazał, że historię komiksowego bohatera można pokazać w nowym świetle, bez uszczerbku na jakości. Pytanie więc kluczowe, czy The Amazing Spider-Man powtórzył drogę Batman Begins?

Reżyser Marc Webb i pozostali twórcy nowego Spider-Mana chcieli podążyć modą w pewnym sensie zapoczątkowaną właśnie przez bat-trylogię Nolana. Akcja ich filmu osadzona została w świecie o wiele bardziej przypominającym ten prawdziwy, a większość elementów “komiksowych” jak pajęcze moce i Lizard starano wytłumaczyć pseudo-naukowym żargonem. Próbowano też utrzymać dość poważną konwencję, choć humoru znalazło się tu pod dostatkiem. Irytowało mnie jednak przede wszystkim to, że Spider-Man działa przede wszystkim w nocy – ma to sens, ale nie pasuje kompletnie do estetyki i klimatu komiksowego oryginału. Szkoda tylko, że tak silili się na ten pseudo-realizm, a historia i działania postaci zbyt często opierają się na przypadku i zbiegu okoliczności.

Jaki jest nowy Peter Parker? Na początku filmu jest przeciętnym chłopakiem o dobrym sercu. Dostaje wycisk od Flasha za to, że mu się postawił. Nie jest żadną ofermą czy nerdem. Wygląda to po prostu tak jakby żył we własnym świecie. Plus oczywiście jest geniuszem. Zwłaszcza ta ostatnia cecha została ładnie nakreślona w obrazie Marca Webba i bardzo dobrze, bo czasami zapomina się, że Spider-Man to bohater nie tylko o pajęczych zdolnościach, ale przede wszystkim o błyskotliwym umyśle. Jako Spider-Man żartuje z przeciwników, ale jeśli ktoś oczekiwał, że będzie sypał żartami równo często co w komiksach srogo się zawiedzie – w filmie po prostu nie da się tego idealnie odwzorować. Trudno, żeby ktoś podczas walki na śmierć i życie z wielką jaszczurką ciągle paplał bez sensu. Fantastycznie w roli Petera/Spidera wypadł Andrew Garfield, który od początku do końca bawił się rolą i wypadał równie przekonująco w tych lżejszych, jak i cięższych momentach. Nie da się go tak po ludzku zwyczajnie nie polubić.

Więcej można było spodziewać się po fabule. Zaczyna się całkiem nieźle, od wątku zniknięcia rodziców Petera i tajemnicy z tym związanej. Główny bohater zaczyna własne śledztwo, podążając tropem ojca i trafiając do laboratorium Connorsa w Oscorp. Ale w pewnym momencie to wszystko się rozmywa, a my wracamy do filmu z 2002 roku i innych typowych schematów znanych z kina superbohaterskiego. Niestety nie zrobiono wystarczająco wiele, aby odróżnić The Amazing Spider-Man od produkcji sprzed 10 lat. Ugryzienie przez pająka, śmierć Wujka Bena czy odkrywanie pajęczych mocy przez Petera to tylko niektóre elementy powtarzane przez Marca Webba i spółkę. Także wątek romansu Petera i Gwen na początku przypomina to co już widzieliśmy. Nowy kostium czy webshootery to za mało, aby nadać nowej świeżości serii. Scenariusz wypada więc dosyć blado i ratuje go wykonanie aktorów i reżyseria. Bez Garfielda, Emmy Stone, Rhysa Ifansa i kilku innych osobistości ten projekt nie miałby szans powodzenia. Na szczęście chemię pomiędzy bohaterami było doskonale czuć i dzięki temu przynajmniej od emocjonalnej strony film Webba nie zawodzi.

Co się zmieniło na lepsze? Na pewno od strony wizualnej The Amazing Spider-Man zyskuje sporo w starciu z filmami Raimiego. Zaskoczony byłem jak fantastyczne zdjęcia wyszły Johnowi Schwartzmanowi. W kinie superbohaterskim dawno czegoś takiego nie widziałem, nawet jeśli trochę za bardzo zalatywały cyfrówką. Nie wiem jeszcze jak wyszła całość w trzech wymiarach, ale w 2D Niesamowity Spider-Man wygląda obłędnie. Duże znaczenie miało na pewno także wykorzystanie kaskaderki i praktycznych efektów, choć CGI nie zabrakło. Efekty komputerowe zresztą wyglądało o niebo lepiej niż w starych Spider-Manach, ale to akurat naturalnie wynika także z upływu czasu. Nie jestem jedynie przekonany co do wygląda i realizacji postaci Lizarda, ale już na przykład kostium Człowieka Pająka i sieciosploty wyszły twórcom na piątkę.

W The Amazing Spider-Man zabrakło słynnej frazy “z wielką mocą idzie w parze wielka odpowiedzialność”, ale nie martwcie się – odpowiedzialność jest tutaj jednym z głównych motywów. Poczynając od śmierci Wujka Bena, po narodzenie Lizarda, a nawet zakończenie i obietnicę Petera – główny bohater przez cały film musi zmagać się z konsekwencjami swoich poczynań. Kiedy zapomniano o “pechu Parkera” to właśnie odpowiedzialność spoczywająca na barkach tego nastolatka pokazuje jego trudności. Z samym sobą mierzyć się musi także jego przeciwnik – Dr Curt Connors/Lizard. Jako naukowiec chce działać ku dobru ludzkości, ale w pewnym momencie osobiste pragnienia przeważają. Czarny charakter wypadłby bardzo dobrze, ale po przemianie w Lizarda staje się o wiele mniej przekonujący. I jego plan dokonania “ewolucji ludzkości”. Meh.

W ogóle motywacje niemal wszystkich postaci zmieniają się tutaj z sekundy na sekundę. Za dużo elementów do siebie nie pasuje i zostaje wrzuconych bez przemyślenia. Scenarzyści zaczynają pewne wątki, a później je pozostawiają. Twórcy mogą tłumaczyć, że “budują większe uniwersum” i odpowiedzi poznamy w kolejnych częściach, ale to tylko świadczy na ich niekorzyść, bo my chcemy przede wszystkim jednego spójnego ze sobą filmu. A dopiero później myślmy o sequelach. Równie nieprzemyślana jak historia wydaje się muzyka – James Horner chciał stworzyć coś nowego, ale wyszła dziwna mieszanka, która może nie przeszkadza, ale też raczej nie pomaga w opowiadaniu historii nastolatka uczącego się odpowiedzialności.

Nawet gdybym bardzo chciał, od porównań filmów Raimiego i Webba nie da się uciec. The Amazing Spider-Man w pewnym sensie to nawet nie reboot, a zwyczajnie remake obrazu sprzed 10 lat. Fabuła to po części kopia tamtego filmu, po części okropny bałagan z gubionymi wątkami. Aktorsko osiągnięto o wiele lepszy efekt, podobnie jak w przypadku strony wizualnej filmu (choć w The Amazing Spider-Man nie dostarczono żadnych momentów, które wpiszą się do klasyki gatunku, a tych w Spider-Manie nie brakowało). Najnowsza produkcja o Człowieku Pająku to niezły film, ale chyba jednak niepotrzebny albo za szybko zrobiony.

Ocena

Autor: Rządło


Related Articles

About Author

Majk