The Amazing Spider-Man #7
Numer: The Amazing Spider-Man #7 (#971)
Tytuł: Brak
Wydawnictwo: Marvel Comics 2025
Data wydania: Wrzesień 2025
Scenariusz: Joe Kelly
Rysunki: John Romita Jr.
Tusz: Scott Hanna
Kolory: Marcio Menyz & Erick Arciniega
Litery: VC’s Joe Caramagna
Okładka: John Romita Jr.
Asystent redaktora: Kaitlyn Lindtvedt
Pomocnik redaktora: Tom Groneman
Redaktor: Nick Lowe
Redaktor naczelny: C.B. Cebulski
Wydawca: John Nee
Cena: $4.99
Przedruk PL: Brak
Streszczenie
Manhattan. Upper West Side. 05:46. Na dachu Spider-Man i Black Cat wpadają na Hellgate’a, który zwraca się do Petera jak postać z baśni, nazywając go „Księciem Stalowej Pajęczyny” i proponując sojusz. Ponieważ pajęczy zmysł nie reaguje, Pająk nie uznaje wojownika za bezpośrednie zagrożenie i z lekkim, nerdowskim humorem próbuje zbyć go, tłumacząc, że mają teraz na głowie ludzi Kingsleya.
Hellgate nie zamierza być ignorowany. Skacze z budynku na ziemię, wywołując potężny wybuch, który zabija wszystkich zbirów w okolicy – tylko po to, by Spider-Man nie miał już wymówki, by z nim nie „negocjować”. Ten akt bezsensownej przemocy doprowadza Petera do furii i prowokuje go do ataku, który kończy się brutalnym odepchnięciem przez Hellgate’a, który demonstruje ogromną siłę.
05:49. Hermes Crenshaw dociera busem na dworzec Port Authority Bus Terminal. Bezskutecznie próbuje skontaktować się z Avengers, Fantastyczną Czwórką i tajemniczym „Fredem”, gdy jego skaner wykrywa czyjąś obecność. Podróżnik ostrzega pasażerów, by wrócili do autobusu i jak najszybciej opuścili wyspę.
Walka Spider-Mana z Hellgatem trwa. Peter zauważa, że odziany w zbroję przeciwnik emituje ogromne ilości ciepła i jest sfrustrowany nie tym, że obrywa od Pająka, lecz że otrzymywane ciosy są za lekkie. Black Cat otwiera ogień z broni palnej i każe Spider-Manowi uciekać, by wywabić Hellgate’a, zanim zrobi się tu tłoczno od ludzi. W tym samym czasie, o 05:57, J. Jonah Jameson, czytając poranną prasę, dostrzega na niebie dziwną łunę, która wygląda jak wschód słońca… tylko że w zupełnie złej części miasta.
06:05. Spider-Man próbuje wszystkiego, by spowolnić pościg: zużywa całe zapasy sieci, chwilowo unieruchamiając Hellgate’a za pomocą nowego ataku Web-Bob-Omb polegającego na wystrzeleniu pełnych pojemników, które eksplodują po uderzeniu w cel, lecz ten bez trudu się uwalnia i odlatuje. Gdzieś w mieście, o 06:11, zielonoskóra osoba z tarczą i okularami, śledząca policyjne komunikaty, dowiaduje się o starciu Spider-Mana z nieznanym napastnikiem w Central Parku i rusza tam na skuterze.
06:16. W parku Peter sięga po desperacki środek – rzuca w Hellgate’a trzy pojemniki z ciekłym azotem, używanym do chłodzenia kabli telekomunikacyjnych pod Manhattanem. Przeciwnik zostaje zamrożony… ale tylko na chwilę. Lodowe więzy pękają, a Hellgate deklaruje, że jest gotów kontynuować walkę.
Recenzja
Siódmy numer siódmego tomu The Amazing Spider-Man wprowadza pełnoprawnie nowego antagonistę, którego w zapowiedziach kreowano na istotnego przeciwnika, i opiera się niemal w całości na jego pierwszym starciu z Pająkiem. Komiks odsuwa więc na bok wątki obyczajowe, stawiając na widowiskową konfrontację Spider-Mana z tajemniczym Hellgatem. Choć miewa efektowne momenty i czyta się go nawet z uwagą, nie wyprowadza mocnego uderzenia, które otwierałoby ważny wątek. Stanowi raczej wyraźnie przejściowy rozdział – bardziej obiecujący na przyszłość, niż w pełni satysfakcjonujący tu i teraz.
Nietypowym dialogiem zaskakuje sam początek spotkania Spider-Mana z Hellgatem. Zamiast od razu rzucać się sobie do gardeł, wzorem zwiastowanego na okładce mordobicia, wojownik zwraca się do Pająka jak do potencjalnego kompana do wspólnych przygód i otwarcie proponuje mu… sojusz. Jako że pajęczy zmysł milczy, czytelnicy zachodzą w głowę, z kim właściwie mają do czynienia – czy przybysz jest wrogiem, sprzymierzeńcem czy kimś pomiędzy? Ten przyjazny ton, zabity później przez brutalną eskalację wydarzeń, sprawia, że debiutu Hellgate’a zdecydowanie nie można zaliczyć do sztampowych.
Trzon zeszytu stanowi walka Spider-Mana z Hellgatem, rozciągnięta – z krótkimi przerwami – na niemal cały numer. Wizualnie pojedynek prezentuje się solidnie, bo John Romita dowozi dokładnie to, czego można się po nim spodziewać: dynamikę walki, wyczuwalny ciężar ciosów, czytelną choreografię starcia i fizyczną potęgę nowego przeciwnika. Fabularnie również jest nieźle: Hellgate jawi się jako niemal niepowstrzymana siła, a Spider-Man musi kombinować, analizować i improwizować. Nie ma tu chaotycznego bicia na oślep, są za to przemyślane manewry, w tym wykorzystanie nowej broni z pajęczej sieci. W oczy rzuca się też próba pokonania wroga dzięki potędze nauki, a to aspekt głównej postaci, który warto uwypuklać.
Problem w tym, że sam Hellgate pozostaje na tym etapie zbyt enigmatyczny, by naprawdę zaangażować w swoje działania. Owszem, wygląda jak żywcem wyjęty z gry RPG i mówi w podniosłym stylu postaci fantasy, ale poza tym niewiele o nim wiadomo. Pojawia się znikąd, najpierw chce sojuszu ze Spider-Manem, potem wdaje się z nim w wyniszczającą walkę – tylko po co? Jakie są jego cele i motywacje? Zapewne odpowiedzi przyjdą w kolejnych rozdziałach, ale w tym numerze ten kompletny brak wiedzy uwiera i to bardzo.
Rozczarowuje też wykorzystanie postaci Black Cat, której potencjał został tu ewidentnie zmarnowany. Pojawiła się w poprzednim numerze jako wsparcie emocjonalne, by w tym… w zasadzie niewiele zrobić. Przestraszona przybyciem Hellgate’a, oddaje kilka strzałów z uzi niczym Lara Croft z Tomb Raidera (widok niecodzienny, trzeba przyznać), po czym ulatnia się z pola walki. To zdecydowanie za mało jak na bohaterkę tej rangi, która mogła i powinna wnieść do tej historii więcej dynamiki i odegrać w niej większą rolę.
Na koniec scenarzysta próbuje podsycić ciekawość, wprowadzając tajemniczą, zielonoskórą postać na skuterze, która rusza w drogę na wieść o walce Spider-Mana z Hellgatem. To drobny, ale nawet intrygujący teaser, bo sugeruje, że w tle tego RPGowego pojedynku kryje się coś więcej. Sumując wszystkie zalety i wady: efektowną walkę, ciekawy pomysł na debiut przeciwnika, ale też niedosyt fabularny i zmarnowany potencjał postaci drugoplanowych, ocena w okolicach 3,5 pajączków wydaje się najbardziej adekwatna.
Ocena:
Autor: Dawidos












