Inicjatywa Free Comic Book Day to szczytny cel, gdzie wszyscy wydawcy serwują swoim fanom darmowe komiksy. Fani Pająka mieli okazję już podziwiać zeszyty w ramach FCBD. Ostatnio zauważyłem, że ta inicjatywa jest wykorzystywana bardziej do promocji innych serii niż dostarczenia dobrej historii. Niestety tak jest i w tym przypadku. Jest jednak pewna bardzo miła niespodzianka. Biorąc do ręki ten komiks, nie spodziewałem się, że w środku znajdę 3 historie, w tym jedną ze Spider-Manem. Okładka nic o tym nie mówi – więc tu można dać plus za element zaskoczenia. Z drugiej jednak strony brak takowej informacji na okładce sprawia, że niektórzy mogą przejść obok tego zeszytu obojętnie.
Na początek otrzymujemy, powiedzmy, ważny komiks, z uwagi na to, że do Guardians of the Galaxy dołącza Flash Thompson znany obecnie jako Agent Venom. Postać istotna również dla fanów Pająka, w końcu od samego początku towarzyszy Spider-Manowi. Ewidentnie Marvel reklamuje przyszłą serię (oraz film) i stara się wprowadzić nowych odbiorców poprzez krótkie przedstawienie całego składu. Promocja pełną parą. Zakładając, że wycinamy opisy każdego z członków to historia zmieściłaby się na dwóch stronach. Zero akcji, ot tak zwykłe powitanie Venoma wśród Strażników Galaktyki.
Strona graficzna pierwszej z trzech historii jest przyjemna dla oka. Rysunki są wyraziste, pozwalające na dostrzeżenie dynamiki, gdzie to konieczne. Kolorystyka nie razi, zachowuje neutralny klimat. Nick Bradshaw ma swój styl, aczkolwiek szczęki bohaterów wydają mi się być zbyt prostokątne. Dobrze, że rysunki mają sporo detali. Plusik za stronę, gdzie gałęzie Groota robią za ramki kadrów.
Komiks drugi to kolejna, tym razem całkowicie zbędna zapowiedź historii z Thanosem, który odwiedza swoją niegdyś ukochaną Śmierć. Historia kończy się napisem „Continued In:…”, czyli dowiedz się co będzie dalej, kupując odpowiedni zeszyt. Przeczytaj 5 stron, jeśli Cię zaciekawią, kup komiks jak go wydamy. Ot cała filozofia. Graficznie Jim Starlin nie odbiega od Bradshawa. Wyraziste rysunki, gdzie dominująca jest lekko przyciemniona paleta barw.
Przejdźmy wreszcie do najważniejszej historii z punktu widzenia Spider-Fanów. Otóż otrzymujemy zapowiedź wielkiego wydarzenia, jakim jest Spider-Verse. Morlun podróżuje po różnych rzeczywistościach i zabija najróżniejsze wersje znanego nam Pajączka. Tu otrzymujemy coś na kształt universum zapoczątkowanego w mini-serii: Marvel 1602. Właściwie, to ciężko jest wypowiedzieć się szerzej na temat tych kilku stron. Spider-Man wraz z Marion Jane na scenie gra w jakimś przedstawieniu, które zakłóca pojawienie się wspomnianego Morluna. Szybkie pobicie bohatera, zabójstwo i przejście do innego wymiaru. Krótka akcja bez szerszego tła. Nie mamy nawet pewności czy to, aby na pewno ta sama rzeczywistość o której wspomniałem (odsyłam do mini-serii: Spider-Man 1602). Właściwie to te kilka stron ma nam przybliżyć założenie Spider-Verse. Widzimy Morluna, który poluje na Spider-Meny. Nie wiemy jak przechodzi między wymiarami, a nawet czy to ten sam Morlun, z którym zmierzył się nasz Pająk z głównego universum (określanego numerem 616). Jednym słowem: kolejna zapowiedź.
Fani Spider-Mana nieraz spotkali się już wcześniej z twórczością rysownika Giuseppe Camuncoli. Podobnie jak w poprzednich dwóch historiach, i tu rysunki są wyraziste bez anatomicznych błędów z bogatymi tłami, z lekką nutką dynamizmu, aczkolwiek tu dynamika bardziej prezentuje się w kresce artysty aniżeli w komiksowych zabiegach. Kolorystyka jest neutralna, nie uświadczymy tu jakichś mroczniejszych barw z uwagi na brutalność tych kilku stron. Ogółem, przyjemne dla oka, zakładając, że ktoś lubi komiksy, gdzie nie bawimy się w cenzurowanie brutalności.
Mam wrażenie, ze tym razem Marvel gdzieś zagubił ideę FCBD i pod tym szyldem zaprezentował nam reklamę wydawanych serii komiksowych. Trudno powiedzieć, aby prezentowane w tym zeszycie historie były dobre czy złe. Ich cel jest ewidentnie inny: kup pan komiksy, które wydamy – tu masz krótki wstęp/zapowiedź. Do całości dochodzi fakt, że w czasie, gdy zeszyt trafił na sklepowe półki trwała już machina promocyjna filmu Guardians of The Galaxy – stąd zapewne okładka w całości poświęcona tej drużynie. Całość jednak sprawia wrażenie zbędnej reklamy, a nie komiksu, którym można się cieszyć – właśnie dlatego 2 pajączki.