Od paru lat śledzimy z zapartym tchem twórczość Bendisa oraz najpierw Bagleya, a potem Immonena. Nastał czas, żeby zmierzyć się z zeszytem kończącym tę serię. Przypomnę jeszcze, że Ultimate Spider-Man dało początek całemu uniwersum Ultimate, które swój koniec ma właśnie w crossoverze Ultimatum.
Myślę, że Bendis miał nie lada burzę mózgu przed napisaniem scenariusza do tego zeszytu. Musiał przecież tak poprowadzić historię, aby godnie zakończyć serię i zadowolić wszystkich fanów. Czy mu się to udało? Cóż, każdy po lekturze będzie miał mieszane uczucia, jednym się spodoba, innym nie. Moim skromnym zdaniem scenarzysta wybrnął z tego rewelacyjnie!
Komiks już w momencie trafienia na rynek stał się prawdziwym „musisztomieć”. Już śpieszę z wyjaśnieniami. Przede wszystkim forma: komiks niemy. Ultimate Spider-Man #133 jest przykładem na to, że komiks jako medium nie musi występować w formie jedności ikono-lingwistycznej! Pomimo że w historii nie pojawiają się żadne słowa ani nawet onomatopeje, to nie traci na czytelności. Każdy z czytelników podświadomie dorabia sobie własne dźwięki, krzyki oraz dialogi. Dzięki temu zabiegowi komiks wybija się ponad całą serię.
Do tego dochodzi interpretacja. Każdy z nas, czytając, tworzy własną historię i nasyca ją emocjami. Ów typ komiksu kształci również zupełnie inną sferę wyobraźni, inną niż tą, którą rozwijają książki oraz inne komiksy z tekstem. Inna sprawa, że napisanie historii bez słów również nie należy do najprostszych. Chodzi tutaj o zachowanie czytelności. Jednakże Bendisowi to wyszło perfekcyjnie, stąd moje pochwały.
Jeśli chodzi o historię, to tutaj jest jakby podsumowanie tej serii. Mamy dobrze zanimowaną walkę między Spider-Woman a Hulkiem, pierwsze spotkanie dwóch postaci (Shadowcat oraz Spider-Woman), pomoc poszkodowanym (przedstawiona do znudzenia w miarę szczegółowej animacji) oraz sentymentalne zakończenie. Osobiście nie uroniłem łzy przy lekturze, ale przyznam się, że bardzo wczułem się w bieg wydarzeń i w jakiś sposób historia dźgnęła mnie w serce. Tutaj wielkie brawa dla umiejętności Bendisa.
Śmierć Petera Parkera nie będzie przekonywująca dla wielu fanów obytych z komiksami Marvela. W końcu odnaleziono tylko maskę. Co się stało ze zwłokami? Czy Peter powróci? Co się stanie dalej z Hulkiem? Cóż, trzymajmy kciuki, byśmy mogli jeszcze usłyszeć odpowiedzi na te pytania. Na zakończenie jeszcze wielkie brawa dla rysownika Stuarta Immonena, który wprowadził do serii własny styl. Miał trudne zadanie, gdyż musiał przejąć pałeczkę po mistrzu Marku Bagley’u. Myślę jednak, że przyzwyczaił już czytelników do swojej mrocznej kreski i zyskał ich przychylność.
Podsumowując: ten issue godnie zakończył naszą ulubioną serię z uniwersum Ultimate. Z bólem serca czas ją zakończyć, lecz na długo zostaną w nas emocje, które towarzyszyły nam w czasie lektury przez ostatnie 9 lat. Ocena: max!!!