Kolejna, już przedostatnia część historii „Hunger” od Paula Jenkinsa przed nami. Nadchodzą spore wieści.
Po wygranej walce z symbiontem Spider-Man trafia na stół badawczy, gdzie dowiadujemy się o ewolucji jaką przeszedł symbiont. Tutaj dialogi mogą być chwilowo nudne, bo zanim dochodzimy do clue całej rozmowy i wyników badań, Reed i Spider-Man toczą niekończącą się opisówkę. A tak naprawdę esencją rozmowy jest fakt, że nasz kosmiczny pasożyt uzależnił się od adrenaliny, która aktywuje się wraz z Pajęczym zmysłem. Podając mu preparat, który wydrenuje z symbionta epinefrynę (inaczej: adrenalinę) doprowadza go do zagłodzenia, co sprawia, że ten panikuje i ucieka.
Idąc dalej. Brock pisze do policji swoją spowiedź, a z kolei Pająkowi wyjawia, że umiera na raka. I tu mamy prawdziwy szok na koniec zeszytu. Czyżby scenarzysta w pewnej perspektywie czasu chciał uśmiercić naszego anty-bohatera.
Graficznie, cóż można jeszcze powiedzieć. Plastelinowych ludzików ciąg dalszy. Nie ma zmiłuj nawet dla Bena Grimma z Fantastycznej Czwórki. Te karykaturalne podejście do postaci, chwilami bardzo psuje odbiór komiksu. Dobrze wygląda chyba tylko sam symbiont.
Scenarzysta odważnie idzie do przodu ze swoją fabułą. Przed wielkim finałem otrzymujemy ciekawy zwrot akcji wyjaśniający z jednej strony problem symbionta, a z drugiej Eddiego Brocka. Myślę, że będę się trzymał oceny 4 i pół pajączka.