Okładka i tytuł numeru sugerują, że przyszedł czas, iż Bendis będzie wreszcie chciał wprowadzić do świata Ultimate postać Venoma.
Ten komiks jest też żywym przykładem, że można opowiedzieć historię o Pająku bez walk. W ogóle jest to specyficzna opowieść o Spider-Manie bez Spider-Mana w roli głównej. Po prostu komiks o Peterze Parkerze. Scenarzysta odsłonił część kart z nieznanej czytelnikom przeszłości Parkera. Poznajemy również Eddiego Brocka, który w przeciwieństwie do swojego odpowiednika z normalnego uniwersum jest starym znajomym Petera z dzieciństwa i właśnie studiuje. Bendis nie po raz pierwszy przemierza po swojemu utarte już szlaki. Eddie nie jest reporterem i ciekaw jestem, za co będzie on w przyszłości nienawidził Spider-Mana (bo chyba nie tylko ja się spodziewam, iż będzie on Venomem).
Komiks zaczyna się chwilę po sytuacji z poprzedniego numeru. Peter leży i rozmyśla o Mary Jane. Fajnie by było, gdyby czasem Bagley umieścił Pająka w bardziej nietuzinkowych miejscach: mógłby przecież leżeć przyklejony do sufitu i rozmyślać itd. W pierwszym kadrze już widać pewne drobne błędy rysownika, choć możliwe, że to właśnie tuszownik nawalił. Mowa tu o cieniu mebli, każdy przedmiot rzuca cień w inną stronę albo jest oświetlony nierealnie w porównaniu z rzeczą obok. Siada perspektywa. Jest to oczywiście drobiazg, ale detektyw komiksowy Sierp zwraca uwagę również na błahostki. Są inne drobne niedociągnięcia np. drzwi od tajemniczego pokoiku są ździebko małe. Po rysunku można zaobserwować, że nawet Peter musiałby się pochylać. Zastanawiam się, czy rzeczywiście w Ameryce budują takie małe drzwi w piwnicach.
Kolejną sprawę, jaką bym chciał poruszyć, to rozmowa podczas nagrania pikniku. Pada pytanie, czy ojciec Petera nie czytał czasem jakiegoś tekstu Reeda Richardsa w Time Magazine. Motyw jest taki, że Reed jest starszy od Petera o 4 lata w uniwersum Ultimate. Tutaj zacząłem się zastanawiać, w jakim wieku musiał być Mr. Fantastic, skoro Parker na nagraniu ma około 4, może 5 lat. Jest to rzecz możliwa, gdyż młody Reed był bardziej rozwinięty od swoich rówieśników, a po transformacji może jeszcze naginać szare komórki w mózgu. Fajnie, że Bendis wprowadził taki smaczek, choć moim zdaniem jest to ciut przesadzone.
Na uwagę zasługują także formy chmurowe pojawiające się przy rozmowie telefonicznej. W sumie jak sięgam pamięcią, to zawsze dymki u tego rozmówcy po drugiej stronie były kwadratowe, czasem przerywane z dodatkiem jakichś odstających trójkątów. Jak widać, można głos w słuchawce jeszcze inaczej przedstawić i miło taką zabawę formą oglądać.