komiksy: 1539 komiksy polskie: 98 seriale animowane: 111 biografie: 59

Ultimate Spider-Man Annual #1

Ultimate Spider-Man Annual #1Numer: Ultimate Spider-Man Annual #1
Tytuł: More Than You Bargained For
Wydawnictwo: Marvel Comics 2005
Data wydania: Październik 2005
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Mark Brooks
Tusz: Jaime Mendoza & Scott Hanna
Kolory: Dave Stewart
Litery: Chris Eliopoulos
Okładka: Mark Bagley
Asystent redaktora: John Barber & Nicole Wiley
Redaktor: Ralph Macchio
Redaktor naczelny: Joe Quesada
Wydawca: Dan Buckley
Cena: $3.99
Przedruk PL: Ultimate Spider-Man, Tom 8

Streszczenie

Kitty Pryde ćwiczy swoje zdolności wraz z Nightcrawlerem i Colossusem. Nie ma na to najmniejszej ochoty. W tym samym czasie Spidey walczy z Rhino. Również nie bardzo mu się chce, zwłaszcza że później przybywa armia. Kitty źle czuje się w instytucie Xaviera – prawie cały czas jest skazana na przypadkowe spotkania z Icemanem, z którym niedawno się rozeszli. Parker w szkole również czuje się nieswojo – MJ, z którą niedawno zerwał, wciąż siedzi w sąsiedniej ławce. Kitty w rozmowie z Jean Grey wyjaśnia, że Spidey cały czas siedzi jej w głowie. Chciałaby się z nim spotkać i porozmawiać, a może by coś z tego wyszło. Jean nie uważa tego za dobry pomysł, podobnie jak Ororo, ale Kitty stawia na swoim.

Po rozmowie telefonicznej (która dla Petera była niemałym zaskoczeniem) spotykają się pod szkołą w Queens, gdzie Spidey kończy właśnie zajęcia. Spotkanie „po cywilnemu” nie jest niczym więcej niż zwykłą zapoznawczą gadką szmatką, którą każdy zna z doświadczenia, do czasu, aż Kitty „zwykłe życie w szkole” wydaje się męczące. Peter zaprasza ją na dach budynku, z którego widać m. in. siedzibę Ultimates. Tematy do rozmowy stają się coraz bardziej osobiste – Peter opowiada o problemach z MJ (a właściwie o jednym problemie – tym, że nie słuchała go, gdy mówił, co ma robić, aby się nie narażać). Kitty pyta, czy nie chciałby spróbować życia z dziewczyną, która również ma moce, jednak zaraz potem peszy się i ucieka.

Ucieczka nie trwa jednak długo, dziewczyna wraca, a Peter wyjaśnia jej, że w jej propozycji nie było niczego, czym powinna się przejmować. Słodka chwila zostaje jednak przerwana typowym dla NY zakłócaniem porządku, co w tym wypadku oznacza Shockera. Peter prędko się przebiera i wraz z Kitty rusza miastu na ratunek. Ona odwraca uwagę, on łapie w sieć, ludzie w końcu biją brawo, Bohaterowie odchodzą w blasku chwały. Pożegnalna rozmowa na dachu po przylocie Blackbirda kończy się pocałunkiem i wymianą adresów e-mail. Szcześliwy Peter po powrocie do domu zauważa, że Kitty do niego napisała.

Recenzja

Krótkie, życiowe intro: Tak to czasem bywa, że się rozstajemy z naszymi ukochanymi. Czasem tak bywa, że szukamy sobie później substytutów, mających nam zastąpić ukochaną/ukochanego po rozstaniu. Tu substytutami paradoksalnie są dla siebie Peter Parker i Kitty Pride.

O instytucji „annuali” z perspektywy Polaka słów kilka: Daaawno, dawno temu czasem się tak zdarzało, że kupowałem sobie komiksy wydawane przez TM-Semic. Wszyscy wtajemniczeni wiedzą dobrze, jak taki komiks wyglądał. Teraz, kiedy zostały mi wyłącznie komiksy z USA, cierpię P.Z.N. — Poteemsemicowski Zespół Nienasycenia (hmmm… mam nadzieję, że nie jestem jedyny). Czym on się objawia? Ano tym, że pokolenie nauczone, że komiks składa się z liczby stron oscylującej wokół liczb 52 i 68, teraz skazane jest wyłącznie na wydawnictwa dwudziestokilkustronicowe i cierpi straszne katusze, czekając cały p%$#@!ony miesiąc na kontynuację (czyli 2x dłużej niż zostało nauczone). Suplementem (znowu to słowo…) zadośćuczynienia mają być tzw. Annuale, czyli numery o zwiększonej liczbie stron. Patrząc na to z ekonomicznego punktu widzenia, skoro daje się już więcej papieru i proporcjonalnie większe powierzchnie się zadrukowuje, to fajnie byłoby to jeszcze sprzedać, żeby chociaż koszty się zwróciły. Ale w tym wypadku potrzebna jest INTERESUJĄCA fabuła, co najmniej BARDZO DOBRE rysunki i (zważywszy, że głównym bohaterem jest koleś o mocach i zwinności pająka) odpowiednia ilość odpowiednio wyszukanej i CHOCIAŻ ODROBINKĘ wyróżniającej się oryginalnością akcji. Tyle, jeśli chodzi o teorię.

Wnioski, czyli wreszcie coś na temat: Jak to wiemy z doświadczenia (lata 1945-1989 i 1989-2005) w praktyce bywa różnie. Bendis o annualu zapomniał i skrobnął sobie „cośtam” na kolanie na odwal. Bagley pojechał z rodzinką na wakacje gdzieś, gdzie nie było możliwości skontaktowania się z nim, więc 10 minut przed „deadline” zarząd Marvel Ent. w swoim spisie rysowników rezerwowych znalazł Marka Brooksa, a ten z kolei (chyba baaardzo intensywnie poganiany) nabazgrał postaci przypominające mi raz posłów LPR (Parker momentami to wypisz-wymaluj nasz Romek), raz bohaterów filmów Disney’a (na innych fotach Peter zalatuje mi Alladynem). Stron dali więcej… co prawda tylko o 10, ale zawsze coś. Oryginalność niestety zgubiła się gdzieś na trasie biuro-drukarnia, ale na znalazcę ponoć wciąż czeka nagroda.

Czara goryczy: Jednym słowem, co tu ukrywać, komiks nieudany… Zrozumiałbym, gdyby dali tę nadzwyczaj przeciętną historię do zwykłego, comiesięcznego wydania USM – może by się z tego coś urodziło w następnym numerze. Niestety, nie mogę zrozumieć, co to za moda, aby w annualach i super specialach zmieniać rysowników. Czy USM nie jest przypadkiem serią, na którą duet Bendis-Bagley mają wyłączność? Grunt, że Brooksowi chociaż Rhino jako tako wyszedł… Podsumowując – sorry Winnetou, ale ja tego gniota nie kupuję. Ludziom również nie radzę.

Ocena:

Autor: Roach a/k/a eRo

Ultimate Spider-Man Annual #1 Ultimate Spider-Man Annual #1 Ultimate Spider-Man Annual #1

Ultimate Spider-Man Annual #1 Ultimate Spider-Man Annual #1 Ultimate Spider-Man Annual #1

Ultimate Spider-Man Annual #1 Ultimate Spider-Man Annual #1 Ultimate Spider-Man Annual #1


Related Articles

About Author

Dawidos