Po zadziwiająco pięknym pierwszym numerze Marvel Knights: Spider-Man nie przestaje zadziwiać pod względem artystycznym. Można by się długo rozpisywać na temat niesamowitych rozkładów strony oraz zabiegów, które powodują, iż Marco Rudy jest mistrzem w odwzorowaniu na papierze chorego umysłu. To po prostu trzeba zobaczyć i ocenić samemu.
Spider-Man, tocząc walkę ze swoim odwiecznymi wrogami, zastanawia się nad rzeczami, które wcześniej były zbyt często rozważane. Na tym polu drugi zeszyt został znaczenie poprawiony. Nawet jeżeli sama fabuła numeru jest przewidywalna, to już same przemyślenia nie są. Spidey myśli o tym, że za każdym razem kiedy walczy z Sandmanem w jego piaskowej formie, nigdy nie jest do końca pewien za co łapie swojego przeciwnika… Peter rozważa również, dlaczego jeszcze nigdy nie przegrał. Był wielokrotnie o krok od śmierci, jednak zawsze udawało mu się wyjść cało z tarapatów. Co czyni go lepszym od tych, z którymi walczy?
Jestem trochę zawiedziony tempem, w jakim rozgrywa się akcja miniserii. Zostały nam już tylko trzy numery, a złoczyńców, według zapowiedzi Arcade’a, ma być aż 99. Wydaję mi się, że fabuła jest równie złożona, co rysunki Rudy’ego, jednak jeszcze jej do końca nie rozumiemy.
Najciekawszym zabiegiem tego zeszytu są małe, znajdujące się po prawej stronie, paski, które przypominają klatki z filmu instruktażowego. Kiedy Spidey walczy z Sandmanem, pasek przedstawia chłopca burzącego domek z piasku, a kiedy z Hydro-Manem, to chłopca bojącego się pływać.
Mam nadzieję, że przebrnięcie przez skomplikowane rysunki i niezbyt ciekawą fabułę będzie wynagrodzone w następnych numerach. 3 pajączki.