Przed nami nowa historia i całkiem odnowiony Otto Octavius.
Paul Jenkins wzmacnia klasycznego przeciwnika Spider-Mana dając mu nową uprząż. To oczywiście nie pierwszy raz, gdy nasz Ośmiornica zmienia ramiona na lepsze. Można przypomnieć, że miał też macki z adamantum, które potrafiły wić się kilometrami na wszystkie strony. A zatem co nowego ma się tu zadziać? Otto żąda od Spider-Mana, by ten publicznie się zdemaskował. Nie wiem skąd ten pomysł, skoro jemu nie udało się to przez lata. Czyżby Jenkins miał coś w zanadrzu?
Ponadto dużo życia prywatnego Spider-Mana. I czy Flash z czasem zaczyna odzyskiwać świadomość i się poruszać? Dużo pytań, mało odpowiedzi. Jednak to w końcu pierwsza część.
Od strony graficznej wyjątkowo mi się nie podoba. Peter z zarostem jak u młodego dorosłego wygląda niczym początkujący żul. Projekt Octopusa z kolei to skrzyżowania płaszczy rodem z Matrixa z sutanną księdza, a sam kołnierz zasłania niemal w całości usta. Według mnie wygląda to bardzo kiepsko i karykaturalnie. W dodatku zrezygnowano z zielonej kolorystyki, która przez lata dominowała u Otto. Nawet twarz mu się zmieniła i włosy pociemniały. Wyszedł taki piekielny ksiądz w okularach. Otto totalnie nie w moim guście. Tak w ogóle, czy on teraz nie jest wyższy? Sam projekt nowych macek wygląda całkiem spoko. Wzorowane na ośmiornicy, myślę, że dobrze działają wizualnie.
Niewiele można wyciągnąć z tego zeszytu. Całkiem nowy design Doktora Octopusa nie przypadł mi do gustu. Jednak co klasyka, to klasyka. Tutaj zupełnie od niej odeszli. Do tego wszystkiego dochodzi żul-Peter. Kiepski start nowej historii na maksymalnie 2 i pół pajączka.