Już okładka daje wiele czytelnikom do myślenia. Takie: gdzieś już to było! I rzeczywiście, z tego samego mostu Green Goblin zrzucił Gwen Stacy w normalnym uniwersum! Jest to jedna z najważniejszych historii w życiu Pająka. Kiedy brałem ten zeszyt do ręki, już wiedziałem, że szykuje się coś niezłego.
W Fachkomiksie Scotta McClouda opisane zostały trzy sposoby przedstawiania ruchu w komiksie. Od jakiegoś czasu, z pomocą efektów komputerowych, amerykańskie komiksy opracowały jeszcze czwarty sposób – poprzez smugi postaci/przedmiotów, które się poruszają. Na pierwszych dwóch stronach mamy splash page z Goblinem trzymającym MJ, którego ruch przedstawiony jest przy użyciu dwóch technik jego przedstawiania! Mamy tu rozmycie konturów oraz zakreskowaną przestrzeń wokół. W ogóle świetna jest też kompozycja kadrów na tych stronach: po lewej i po prawej symetrycznie są dwa pionowe kadry, przedstawiające przerażonego Spider-Mana i Harry’ego Osborna.
Na dwóch kolejnych stronach ma miejsce rozmowa Harry’ego z psychologiem. Tu Bagley miał trudne zadanie, rysując adekwatną do rozmowy, ciągle zmieniającą się mimikę twarzy kolegi Petera. Na uwagę zasługuje również abstrakcyjne tło, w momencie, gdy Norman wstrzykuje sobie serum OZ. Widać w tym kadrze, jak u Osborna pojawia się iskra szału i zmienia się w Green Goblina.
Bendis inaczej niż w normalnym uniwersum podszedł do „głosów” Goblina. Okazuje się, że tajemnicze głosy to słowa fantomów otaczających Normana. Tutaj należą się brawa dla Chrisa Eliopoulosa. W komiksie, żeby zaakcentować barwę głosu bohaterów, stosuje się takie zabiegi jak: zmiana czcionki liter i ich kolor, kształt formy chmurowej i jej kolor. Goblin posiada pokręcony dymek, zielony w środku z charakterystyczną czcionką, co sugeruje czytelnikowi, iż posiada prawdziwie demoniczny ton z lekką gardłową chrypką. Dymki fantomów są niczym postaci, które je wypowiadają: pofałdowane jak duchy i przeźroczyste! Rozmowę ze Spider-Manem śledzimy oczami Goblina, który Pająka widzi niczym potwora.
Dla wzmocnienia efektu psychozy Normana mistrz Eliopoulos zastosował kolejny efekt. Słowa Spider-Mana są wręcz porozrzucane w dymku, co sugeruje, że Goblin ma wrażenie, iż Pająk po prostu bełkocze. Nawet w pewnym momencie logo Spider-Mana zamienia się w żywego pająka i wchodzi mu na ramię! Na uwagę zasługuje również scena zrzutu MJ z mostu. Oczywiście Bagley doskonale wiedział, jak ważna jest ta scena, toteż znakomicie przedstawił całą animację. Tego mi brakuje w przeciętnych komiksach ze Spider-Manem – szczegółowych kluczowych animacji.
Moja ocena (6 pajączków) może się niektórym wydawać za wysoka, ale ze względu na animacje, środki artystyczne i nawiązanie do ważnej historii z normalnego uniwersum uważam ten komiks za prawdziwy „musisz mieć” z uniwersum Ultimate.