Przez ostatnie numery Bendis raczył nas spotkaniem Spider-Mana z Venomem, więc czas na trochę oddechu w życiu Petera. Właśnie dlatego lubię tę serię, bo pisarz daje raz na jakiś czas zeszyty opowiadające normalne i przeciętne życie Parkera. Dzięki temu te komiksy stają się nieprzeciętne w swojej przeciętności. Przy dłuższych takich zabiegach seria mogłaby podejść pod miano „powieści graficznej”, ale nie w tym sensie, bo przygody Pająka czytają tacy ludzie, których po prostu nudzi komiks obyczajowy.
Ten zeszyt jest dosyć jajcarski. Peter’owi, jak każdemu młodemu superwojownikowi, zdarzają się chwile kryzysu, w których tracą lub niszczą im się kostiumy. Parker stara się zakupić materiał na nowy strój, lecz jak to zwykle bywa, faceci nie mają zielonego pojęcia o szyciu. Sam bohater przyznaje nawet, że jak był z Mary Jane, to ona cerowała mu poniszczony strój. Jest świetna akcja, jak zdesperowany Peter dzwoni do Full Force Wrestling Corporation i podaje się za pracownika firmy Hasbro. Żeby było zabawne, facet po drugiej stronie słuchawki informuje go, że ich korporacja ma podpisany kontrakt z Toy Biz. Hehehe, dowcip na pewno zrozumieją ci czytelnicy komiksów, którzy zbierają jeszcze figurki ze swoimi ulubieńcami!
Innym zabawnym w miarę motywem jest pisanie liścików na lekcji i wstyd, gdy nauczycielka czyta je na głos. Aczkolwiek Bendis zaczyna działać na wyobraźnię i po cichu nam mówi, że kiedyś albo wkrótce Peter i Mary Jane znowu się zejdą. Do takiego obrotu wydarzeń przyczynia się również mały fortel Gwen, która wyrwała Parkera na imprezę. By szczegółowiej zrozumieć owe wątki, zachęcam do lektury.
Teraz parę małych niedociągnięć. Trzeba zrozumieć Bendisa, że chciał stworzyć na potrzeby historii mały pojedynek z chuliganami. Mi trochę bardzo wydaję się naciągany wątek z ulicznym gangiem, który goni w biały dzień kobietę z zakupami. No tak, ale bez tego nie byłoby zabawnej sceny, gdy owi bandyci nie wierzą Pająkowi, że ten tak naprawdę jest Spider-Manem. Innym małym szczególikiem jest motyw, że Bagley nie narysował momentu, gdy Peterowi wypada okular z maski. W scenie, gdzie superwojownik rzuca murzynem w resztę przeciwników, Pająk jeszcze ma kompletną maskę, potem zeskakuje normalnie, spokojnie podchodzi do poszkodowanej i nagle okular znika. Dziwne, ale można to ze spokojem wybaczyć Bagley’owi, szczególnie gdy narysował scenę wejścia dwóch nastolatek (Mary Jane i Liz Allan) na imprezę. Trzeba przyznać, że rysunki tego komiksiarza bardzo cieszą oko.
Na zakończenie tajemniczy koleś z tajemniczymi mocami rzuca na bohaterów tajemnicze spojrzenie. Żeby się dowiedzieć, jaką tajemnicę skrywa ta postać, trzeba poczekać do następnego numeru.
Abstrahując, komiks udany, choć nie ma w nim superpotyczek, zwrotów akcji, narastającego napięcia itd. Bendis serwuje nam odcinek z życia Petera i chociażby dla tego warto wziąć ten zeszyt do ręki. Ocena nie będzie za wysoka, ponieważ w gruncie rzeczy nie jest to odkrywczy odcinek, lecz jak najbardziej przystępny dla wszystkich czytelników Spider-Mana. Ocena 3 pajączki.